środa, 17 listopada 2021
wtorek, 2 listopada 2021
poniedziałek, 18 października 2021
niedziela, 10 października 2021
poniedziałek, 27 września 2021
środa, 22 września 2021
środa, 15 września 2021
Pogoda jest tak piękna. Wciąż świeci słońce, jest ciepło, a przez to każda komórka mojego ciała jest odprężona bardziej niż normalnie. Staram się wykorzystać to w 100%, tę pogodę i czas wolny, który mi pozostał. Dużo myślę o sobie i o tym co będzie później. Może nawet nieco zbyt dużo, ale staram się wszystko poukładać, przygotować się do nowych zadań i pracy na najwyższych obrotach. W gruncie rzeczy od dawna już nie męczą mnie taki lęki jak kiedyś, ogólnie czuję się w miarę spokojna, odprężona, ale aktualnie doskwiera mi duży niepokój. Jets chyba dość zrozumiały i realny. Boję się powrotu do Wrocławia, tego jak poradzę sobie z wieloma rzeczami na głowie jak pies, nauka, praca i dom. Wiem, że będzie ciężko, że będę biegać z uczelni do pracy i tak w kółko, żyć w permamentnym zmęczeniu. Da się przyzwyczaić do takich rzeczy? Dalej dokucza mi zmęczenie. To absurd, że biorę leki, które miały na nie pomóc, a jednocześnie mogą równie dobrze je wywoływać. Staram się natomiast wierzyć w to co mówią lekarze i to jak te tabletki mogą zmienić moje postrzeganie świata. Doskwierają mi chorobowe myśli. Jem, ale chyba nadal boję się jeść, dlatego wciąż kontroluję wagę i czuję względny spokój, ale boję się co będzie jeśli zaraz tej wagi nie będzie do dyspozycji. Ostatnio wzmógł mi się też apetyt, jest wręcz nienaturalny, przez to wciąż myślę o jedzeniu i nie potrafię nad tym wszystkim zapanować. To ogromnie frustrujące, a ja nie rozumiem z czego to wynika, przecież od jakiegoś już czasu jem normalnie. Irytują mnie też zupełnie zwyczajne rzeczy jak przedmiot odłożony w innym miejscu, krzywo postawiony kwiatek na parapecie, czy talerze nie poukładane w szafce według kolorów. Staram się z tym walczyć, ignorować te myśli, które nie dają spokoju, ale nie potrafię. Mama śmieje się, że mam nerwicę natręctw, po tacie, a ja coraz bardziej myślę, że może coś w tym jest. Nie potrafię też teraz zasnąć bez koca. Kiedy popołudniami potrzebuję drzemki to choć oczy praktycznie same mi się zamykają i wcale nie jest mi zimno, nawet gdybym leżała przez godzinę nie zasnę jeśli nie wezmę cholernego koca i się nie przykryję. Nie wiem, nie rozumiem. Troszkę mi trudno.
