sobota, 20 listopada 2021

Nawroty stanu depresyjnego. Są jak wciąż tykająca bomba. Jest zapalnik, sytuacja, która na chwile wytrąca z równowagi, czasem nawet błahostka, ale pociąga za sobą ciąg zdarzeń aż wszystko wokół nagle zmienia się o 180 stopni. Cały wypracowany wewnętrzny spokój, poczucie stabilności runie w gruzach. Izolacja z jednoczesnym poczuciem samotności, gniew mieszający się ze smutkiem, bark chęci. I nagle odzywają się wszystkie stare problemy na raz. Nie czuję głodu ani pragnienia. Albo jestem świadoma tego co mówi mi żołądek, a jednocześnie nie potrafię, nie chcę. Jeden wielki letarg.

środa, 17 listopada 2021

Za dużo w moim życiu jest porównywania. Daje to wówczas toksyczną relację we wszystkich aspektach życia. To moja bardzo duża wada, o której istnieniu wiem już od dawna. Ciągły bilans strat i zysków. Obserwuje co ktoś ma czego ja nie mam, a jednocześnie nie cenię tego co mam ja, a nie ma tego ktoś inny. Oceniam się miarą rozmaitych ludzi, którzy przecież nie są mną. Wydaje mi się wtedy, że wszystko jest czarne, wszystko jest złe i beznadziejne. Życie wtedy staje się za nudne, nieudane, ja wydaje się być nieudolna i nic nie warta. A życie każdego z nas tak na prawdę toczy się swoim własnym rytmem. Każdy żyje o swojemu, ma inne cele, plany i priorytety, toczy się swoim rytmem. Każdy z nas ceni sobie zupełnie inne wartości, ma inny światopogląd. A ty jesteś tu i teraz i jesteś sobą, nie kim innym.
Jeszcze do niedawna czułam się mocno zagubiona. Wciąż nie wiedziałam zupełnie czego chce. Wywierałam więc na siebie presje żeby w końcu dorosnąć, odnaleźć się. Rozmyślałam wciąż o tym, zastanawiałam się, czułam, że to już dawno ten czas. Bo jest cudowny okres dzieciństwa, podstawówka, gimnazjum, człowiek dorasta i musi już podjąć pewne kroki, wybrać, w którą stronę się kierować. Ale tak na prawdę ani wtedy ani po szkole wyższej czy nawet w trakcie studiów ten okres szukania się nie kończy. Każdy z nas popełnia jakieś błędy, testuje, zmienia zdanie, bo tak na prawdę wciąż jesteśmy jeszcze dziećmi i dopiero znajdziemy ten odpowiedni punkt, w którym wszystko będzie jasne, a każdy z nas zrobi to w innym momencie, bo wszyscy jesteśmy zupełnie różni. 
Zero presji, zero patrzenia na innych. Mój czas płynie w zupełnie innym czasie, a ja jestem zwyczajnie sobą i wszystko przyjdzie z czasem.

wtorek, 2 listopada 2021

Kolejny rok, kiedy mimo wszystko w tym jednym dniu to nie na moim grobie trzeba zapalić znicz.


Pamięci wszystkich tych, 

których pokonały problemy 

i ich własny umysł.

poniedziałek, 18 października 2021

Wizyta u nowej pani psychiatry. Jak na aktualne Polskie realia przystało teleporada... Oczywiście gdybym poszła prywatnie nie byłoby problemu. I tak dobrze, że mam tę wizytę zanim skończą mi się leki.
Więc teraz siedzę i zastanawiam się jak to właściwie ze mną jest. I chyba mimo braku takiej wielkiej radości jaką przez chwilę odczuwałam jest lepiej. Na pewno nadal nie jest stabilnie, ale już nie męczy mnie poczucie beznadziejności, nic teraz nie dzieje się bez przyczyny. Ostatnim czasem akurat dużo rzeczy wytrąca mnie ze względnego spokoju, który zwykle jestem już w stanie osiągnąć. Co się polepszy to się popieprzy. Obecnie dużo mam na głowie co nie oznacza, że nie czuję się lepiej. Póki co lęki ciągle dają o sobie znać, ale najpierw w życiu wszystko musi się poukładać żeby i w głowie mogło.

niedziela, 10 października 2021

Dawno mnie tu nie było, ale było kilka innych spraw, ważniejszych, którym należało poświęcić czas. Przede wszystkim jestem już na nowym mieszkaniu i bardzo mi się tu podoba. Po drugie wróciłam na uczelnie choć wróciłam to chyba niezbyt właściwe słowo kiedy pomimo roku studiowania nie było się na niej ani razu. Muszę przyznać, że odnalezienie się w tym wszystkim i przyzwyczajenie do obecności niekoniecznie dobrze nastawionych do mnie ludzi poszło mi sprawnie. Oczywiście nie mogło też obyć się bez zawirowań i załamań. Niestety mam wrażenie, że o ile wcześniej odczuwałam faktyczne pozytywne działanie leków tak teraz jest jak było zawsze. Widzę natomiast te skutki uboczne - zerowe libido, zaniki pamięci. Stres nadal mnie męczy, a i problemy z jedzeniem wcale nie odeszły w niepamięć. No cóż, póki co uczelnia zajmuje bardzo dużo z mojego czasu co pozwala się oderwać od innych myśli, póki co także nie chodzę jeszcze styrana jak wół i mam czas na życie. Za jakiś tydzień kolejna wizyta u psychiatry i zobaczymy co będzie dalej. Powinnam też umówić się z panią psycholog, ale na razie mój plan dnia jest na to zbyt niestabilny. Pozostaje mi się uczyć, ćwiczyć, czekać i starać się myśleć mniej pesymistycznie i histerycznie.

poniedziałek, 27 września 2021

Ostatni czas jest dla mnie dość ciężki. Czeka mnie stary, a jednocześnie pod pewnymi względami nowy okres w życiu, na który nie wiem czy jestem gotowa. Bardzo boję się jak pogodzę obowiązki w domu, psa, uczelnie i pracę ze sobą, ta myśl mnie zwykle przeraża choć czasem nieco fascynuje. W weekend zaliczyłam już okres totalnego doła kiedy nie chciałam nawet brać antydepresantów. Jesienna aura się zbliża i przynosi ze sobą deszcz, zimno i właśnie obniżenie nastroju. Dzisiaj na szczęście mamy poniedziałek, zaczynamy tydzień i to zawsze dla mnie najlepszy czas żeby się zmobilizować i zebrać w sobie. Za 5 dni wyjeżdżam z powrotem do Wrocławia co oznacza, że to ostatni moment żeby pozałatwiać pewne sprawy, ogarnąć się, ale i pokorzystać z wolnego czasu. Niezwykle nie lubię marnować w swoim życiu dobrych chwil, pięknej pogody czy wolnego czasu, zazwyczaj wolę być produktywna niż siedzieć i zamykać się w sobie i to jest chyba to co nadal utrzymuje mnie w pionie. Do tego mam motywację żeby wszystko szło w tym kierunku, w którym ja chcę, a nie waliło się i rozsypywało pokazując jak słabą jestem osobą.

środa, 22 września 2021

Poza zbędnymi wywodami, których nikt tu nie potrzebuje to w zasadzie coraz rzadziej tutaj piszę. Można by powiedzieć, że to dobrze, bo znaczy, że niewiele się dzieje. W praktyce nie ma o czym pisać, bo jest chujowo, ale stabilnie albo po prostu nijako. Więc nie, nie bardzo jest dobrze, ale fakt, względnie bez nagłych zwrotów akcji. Byłam z siebie dumna. Zaczęłam jeść zupełnie zdrowo i w normalnych ilościach, a nawet lekko ćwiczyć, w miarę możliwości codziennie. Codziennie też wchodziłam na wagę, bo musiałam wiedzieć czy od tego jedzenia na pewno nie tyję, ale to nic, dawało mi to jedynie spokój. Aż nagle co, aż poczułam głód i to uczucie kompletnie mną zawładnęło. To chore, ale poczułam tęsknotę za tym uczuciem, doszłam do szybkiego wniosku, że jest przyjemne, w jednym momencie odechciało mi się jedzenia mimo, że żołądek o nie błagał. I w takich momentach dociera do mnie, że to co czasem dzieje się w mojej głowie jeśli chodzi o jedzenie nie jest ani trochę normalne, że coś jest nie w porządku. Ale żyje dalej. Czy głód może uzależniać? Jak widać czasem tak się i dzieje choć to głupie. Głupie jest także to co teraz czuję, ten niepotrzebny zupełnie strach przed czymś co i tak musi nadejść. Zalewają mnie też fale wspomnień, tego co działo się kiedyś, tego co zrobiłam. Być może to pora żeby o nich opowiedzieć, ale jeszcze nie potrafię odpowiedzieć sobie na pytanie czy na pewno mam na tyle siły i odwagi w sobie i czy to rzeczywiście w czymkolwiek pomoże. Na koniec dochodzi ogromny ból, wszystko wróciło, a ja jestem z tym zupełnie sama. Więc nie jem, zapijam żołądek energetykiem i kawą i zabijam tym myśli, chęć robienia złych rzeczy i poczucie samotności. Znowu upadłam.

Szukaj na tym blogu