czwartek, 7 kwietnia 2022

Znów tak długo mnie tu nie było. Czuję przez to, że coś straciłam, zepsułam. Nie miałam ostatnimi czasy zbyt wiele czasu na pisanie choć lubię to robić. Na głowę zebrał się natłok zajęć, praca, choroba, obowiązki domowe i wyjazdy. Straciłam swoją codzienną rutynę, która jak się okazało jest mi potrzebniejsza niż myślałam i trzyma mnie w kupie. Do tego nagła zmiana pogody ze słonecznej na deszczową sprowadziła mój podatny organizm na skraj wytrzymałości. Od tygodnia snuję się martwa, wlewam w siebie hektolitry kawy i energetyków i staram się nie zasypiać na uczelni czy w pracy. Nie mam siły na nic więcej niż to konieczne, a to dołuje. Przestało chcieć mi się ćwiczyć czy nawet rozciągać, gotować i jeść regularnie... Można powiedzieć, że aktualnie znów wróciłam trochę do punktu wyjścia, ALE mądrzejsza o pewne rzeczy i jednak co najmniej dwa kroki do przodu. Pierwszym niewątpliwie było otwarcie się na ludzi, drugim zrobienie tatuażu - ukoronowanie mojej ciężkiej pracy i ostateczne, definitywne zamknięcie pewnego etapu. Teraz zbieram się powoli w sobie, wiem już jak wrócić na właściwe tory i nie załamuję się. W przyszłych tygodniach pokładam duże nadzieje o ile tylko pogoda nieco się poprawi, a wizja nadchodzącego odpoczynku daje mi dużego kopa do działania,

czwartek, 3 lutego 2022

Dawno mnie tu nie było. To pewnie przez fakt, że było to dla mnie miejsce opisywania swoich upadków, z których usilnie próbowałam się prawie zawsze podnosić. Teraz również je mam, natomiast zwykle towarzyszy mi wypracowana już stabilność, a z problemami, stresem czy dołkami radzę sobie już dużo lepiej niż kiedyś. To przede wszystkim dla tego, że jestem dla siebie bardziej wyrozumiała. Czasem nadal niedostatecznie, czasem aż za bardzo, ale to fascynujące widzieć, że da się pracować nad sobą, a ta praca naprawdę przynosi efekty. Dotarło do mnie, że nie tylko te złe momenty są warte zapisania, wręcz przeciwnie. Chciałabym móc przekazać wszystkim ludziom, że nawet jeśli przez lata było koszmarnie to nadal jest szansa, że przy odrobinie pracy wszystko się naprostuje. Zwykle nie jest wcale za późno na to żeby być szczęśliwym tylko chyba w pewnym momencie ból staje się nieodłącznym elementem naszego życia na tyle, że nie potrafimy się z nim pożegnać. Jest jak swego rodzaju uzależnienie i potrzeba bardzo dużo samo zaparcia żeby choć spróbować się od niego oderwać. Ale da się, a nigdy później nie będziemy już żałować tego kroku zrobionego do przodu. 

Czuję, że życie dopiero się dla mnie zaczyna, nie jest już tylko marną egzystencją. Dla mnie to swego rodzaju nowy początek. 

środa, 19 stycznia 2022

Kolejna konsultacja z psychiatrą za mną i wiem już, że to ostatnie 3 miesiące i jeśli moje życie nadal będzie wystarczająco stabilne, a ja będę miała pewność, że to nie chwilowe i nie runie zaraz jak domek z kart to zaczynamy odstawiać leki. I w sumie powinnam w związku z tym coś czuć, strach, niepewność albo radość, tym czasem póki co nie czuję nic, ale może właśnie to będzie ten moment kiedy zacznę bardziej reagować na to co mnie otacza, teraz momentami czuje się nieco bezuczuciowa i obojętna. Mam w głowie jakiś dziwny sentyment, w sumie chory sentyment, bo depresja to nie powód do szczęścia, coś co chcemy mieć tylko coś co te szczęście odbiera i zabija, a ja jakby nie rozumiem jak to będzie powiedzieć sobie, że jestem już zdrowa. To bardzo nielogiczne, nawet dla mnie samej.

Mam za to także przed oczami wszystko to co się przez ostatnie lata działo: blizny, momenty słabości, łzy, krzyki, kłótnie, załamania, ból i strach i widzę ile przez ten czasu udało się zmienić. Widzę ile radości znów dają mi proste rzeczy, obecność drugiej osoby, moich zwierzaków, spędzanie czasu z bliskimi, spacery, imprezy i także jedzenie. Czuję, że otacza mnie spokój, że nagle te kiedyś wielkie tragedie nagle wydają mi się mało znaczące, na ile rzeczy nie reaguje już tak jak kiedyś, na ile spraw mogę być obojętna i dalej cieszyć się dniem, ile rzeczy mnie satysfakcjonuje i daje kopa do działania.

Następne dwa wpisy, o ile będę miała na tyle odwagi, aby się pojawiły będą dość obszerne i przepełnione na nowo goryczą i bólem. Czuję, że to już ten moment, ostateczne starcie, w którym raz na zawsze powinnam choć częściowo zamknąć pewien etap, a żeby to zrobić muszę najpierw przyznać się sama przed sobą, oswoić i pożegnać z pewnymi wspomnieniami.


piątek, 14 stycznia 2022

Ostatnie ponad 2 tygodnie były dla mnie koszmarem. Chodziłam do pracy i spałam, tak na zmianę. Niektóre dni potrafiłam przespać z przerwami w całości i na prawdę nie potrafiłam inaczej. A później pojawiały się rozmaite okropne myśli. Aktualnie od 2 dni biorę przed snem melatonine, witaminy i już czuję, że żyje aczkolwiek gdzieś tam w głębi mam świadomość, że problem dalej istnieje, i że znów może być mocno związany z moją głową. A jeśli o nią chodzi to przecież gdyby nie fakt, że nadal biorę leki można by prawie powiedzieć, że jestem zdrowa. Nie mam natrętnych myśli, nie robię głupich rzeczy, nie często towarzyszy mi lek, nie jestem wycofana, powoli staram się żyć pełnią życia. A jednak nadal mam blokadę, która każe się wstydzić, która nie pozwala mówić, a pewne rzeczy nadal nawiedzają mnie w snach i nie wiem czy kiedykolwiek przestaną.

piątek, 31 grudnia 2021

Jakoś od dawna nie lubię Sylwestra. Za każdym razem przemijanie starego roku napawa mnie melancholią, której tego dnia nie potrafię się pozbyć. Ale to nie powinien być czas smutku tylko radości. Wchodząc w nowy rok pojawiają się nowe możliwości, nowe szansę, na naprawienie pewnych błędów. Na mojej liście celów na kolejny rok niezmiennie ląduje jedno - wyzdrowieć, ale oprócz tego nie zapominam, że to nie jest to co mnie definiuje i w obecnej sytuacji powinnam także pamiętać o stawianiu małych kroczków. 




sobota, 20 listopada 2021

Nawroty stanu depresyjnego. Są jak wciąż tykająca bomba. Jest zapalnik, sytuacja, która na chwile wytrąca z równowagi, czasem nawet błahostka, ale pociąga za sobą ciąg zdarzeń aż wszystko wokół nagle zmienia się o 180 stopni. Cały wypracowany wewnętrzny spokój, poczucie stabilności runie w gruzach. Izolacja z jednoczesnym poczuciem samotności, gniew mieszający się ze smutkiem, bark chęci. I nagle odzywają się wszystkie stare problemy na raz. Nie czuję głodu ani pragnienia. Albo jestem świadoma tego co mówi mi żołądek, a jednocześnie nie potrafię, nie chcę. Jeden wielki letarg.

środa, 17 listopada 2021

Za dużo w moim życiu jest porównywania. Daje to wówczas toksyczną relację we wszystkich aspektach życia. To moja bardzo duża wada, o której istnieniu wiem już od dawna. Ciągły bilans strat i zysków. Obserwuje co ktoś ma czego ja nie mam, a jednocześnie nie cenię tego co mam ja, a nie ma tego ktoś inny. Oceniam się miarą rozmaitych ludzi, którzy przecież nie są mną. Wydaje mi się wtedy, że wszystko jest czarne, wszystko jest złe i beznadziejne. Życie wtedy staje się za nudne, nieudane, ja wydaje się być nieudolna i nic nie warta. A życie każdego z nas tak na prawdę toczy się swoim własnym rytmem. Każdy żyje o swojemu, ma inne cele, plany i priorytety, toczy się swoim rytmem. Każdy z nas ceni sobie zupełnie inne wartości, ma inny światopogląd. A ty jesteś tu i teraz i jesteś sobą, nie kim innym.
Jeszcze do niedawna czułam się mocno zagubiona. Wciąż nie wiedziałam zupełnie czego chce. Wywierałam więc na siebie presje żeby w końcu dorosnąć, odnaleźć się. Rozmyślałam wciąż o tym, zastanawiałam się, czułam, że to już dawno ten czas. Bo jest cudowny okres dzieciństwa, podstawówka, gimnazjum, człowiek dorasta i musi już podjąć pewne kroki, wybrać, w którą stronę się kierować. Ale tak na prawdę ani wtedy ani po szkole wyższej czy nawet w trakcie studiów ten okres szukania się nie kończy. Każdy z nas popełnia jakieś błędy, testuje, zmienia zdanie, bo tak na prawdę wciąż jesteśmy jeszcze dziećmi i dopiero znajdziemy ten odpowiedni punkt, w którym wszystko będzie jasne, a każdy z nas zrobi to w innym momencie, bo wszyscy jesteśmy zupełnie różni. 
Zero presji, zero patrzenia na innych. Mój czas płynie w zupełnie innym czasie, a ja jestem zwyczajnie sobą i wszystko przyjdzie z czasem.

Szukaj na tym blogu