poniedziałek, 2 października 2023

Nie myślałam, że jeszcze kiedyś to powiem, ale przez ostatni rok na prawdę dużo wsparcia dawała mi wiara. Długą drogę przeszłam od czasu kiedy na dobre porzuciłam Boga i napawa mnie to nie tylko szczęściem, ale i siłą. Niestety nie wszystko w życiu bywa kolorowe i tak największy problem stanowi spowiedź, do której chcąc nie chcąc przystąpić nawet nie mogę, bo moim największym grzechem jest to, że mieszkam pod jednym dachem i w jednym pokoju ze swoim przyszłym mężem, osobą, z którą niedługo będę dzieliła całe swoje życie, ale póki nie mam obrączki na palcu nie mogę "bawić się w rodzinę". Od dłuższego czasu kaleczy mnie to nie o tyle, że nie mogę się wyspowiadać, skorzystać z sakramentów czy, że żyje w ciągłym grzechu czy czuję się winna. Boli mnie to, bo choć nie robię nic złego jestem uważana za osobę, która bardzo źle postępuje. Dzięki temu, że jest przy mnie druga osoba udało mi się wyjść z depresji, z którą sam na sam już sobie nie radziłam. Zamieszkanie z K. nie tylko umożliwiło nam jakiekolwiek spędzanie razem czasu (bo bywa, że mamy go niezwykle mało) ale także ogarnianie życia na co dzień, wspierania w wielu trudnych chwilach, docierania się ze sobą. Żaden dokument, pierścionek na palcu czy obietnica nie sprawi, że nagle będziecie potrafili ze sobą żyć, a nawet najbardziej względnie dopasowane do siebie pary mogą nagle dojść do wniosku, że na co dzień nie potrafią jednak razem funkcjonować. Czy bawimy się w rodzinę? Nie, my ją założyliśmy. Zajmujemy się razem psiakiem, uczymy się podziału obowiązków, tolerowania swoich zachowań, których u siebie nie znosimy, spędzania czasu i razem, ale też osobno, rozmawiania ze sobą, komunikacji, żeby kiedy już staniemy przed Bogiem wiedzieć, że podołamy zadaniu żeby być ze sobą do śmierci i żeby kiedy przyjdzie ten moment zaopiekować się już nie tylko sobą nawzajem i naszym psiakiem, ale nowym, małym życiem.

sobota, 15 kwietnia 2023

Zmiana, nowe obowiązki, duże wydarzenia - od zawsze zwiastują jedno, kłopoty. Z depresją jest u mnie teraz tak, że pojawia się i znika. Jak już przychodzi to z mniejszą intensywnością i nigdy nie na długo, ale to nadal ona, tak samo podstępna, wyniszczająca i uprzykrzająca nam życie. Mądrzejsza o te lata już się nie boję, wiem, że burza minie i znów wyjdzie słońce, być może jeszcze jaśniejsze niż wcześniej, i że nigdy nie będę już sama. Szukam motywacji, w każdym jego uśmiechu, spojrzeniu Maksia merdającego szczęśliwie ogonem na spacerze, miłym słowie zasłyszanym od klienta w pracy, w dobrym obiedzie, który ostatkiem sił udało się zrobić, w modlitwie. Motywacje można znaleźć wszędzie, jeśli tylko chce się ją znaleźć. W końcu udaje się przetrawić informacje, uspokoić emocje, przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. Brnę dalej do przodu, bo jeszcze wiele mam do przeżycia i wiele dobrego do zrobienia.

środa, 29 marca 2023

Gdzie kończy się moja wyrozumiałość względem innych osób a zaczyna asertywność i irytacja? Tam gdzie zbyt mocno zaczyna się to przekładać na mnie i moje zdrowie psychiczne. Jeśli sami nie pomożemy sobie dodatkowo szkodząc nie pomożemy nikomu. Jeśli ktoś nie widzi, a przede wszystkim nie chce zobaczyć problemu i pozwolić sobie pomóc wówczas jesteśmy zupełnie bezradni mimo wypruwania sobie flaków dzień w dzień. Trzeba liczyć się z tym, że czasem jedynym środkiem obrony jest atak, że niektórzy ludzie swoją niską samoocenę będą próbowali wyładować na nas tym samym wpędzając nas w poczucie winy i nazywać nas egoistami. Kiedy sami walczymy ze swoimi demonami i znamy ciężar takiego życia bardzo trudno jest nam pozbyć się potrzeby altruizmu, mamy w sobie więcej empatii niż inni ludzie, bo więcej dostrzegamy w innych ludziach i więcej rozumiemy, a paradoksalnie to jest tym co bardzo mocno nas wykańcza. Bardzo długo czasu minęło nim nauczyłam się myśleć także o sobie i w zupełnie inny sposób. Nim przestałam marnować cenną energię starając się za wszelką cenę pomóc tym, którzy zwyczajnie sami nie chcieli żeby ta pomoc nadeszła. Nim zrozumiałam, że nie jestem w stanie zrobić wszystkiego za kogoś bez jego chęci żeby cokolwiek zmienić. Myślenie w pierwszej kolejności o swoim własnym zdrowiu, komforcie i poczuciu bezpieczeństwa nie jest niczym złym, nie jest egoizmem, jest w pełni zwyczajnym i ludzkim odruchem, który każdy z nas ma zakodowany w sobie. 

poniedziałek, 27 marca 2023

Każdy z nas jako dziecko miał wielkie marzenia, nie hamowane jeszcze koniecznością "dorośnięcia" i zachowywania się jak dorosły. Potem te marzenia z czasem zanikają, dociera do nas przykra prawda jak bardzo nierealne są, nierzeczywiste. Przestajemy żyć marzeniami, a zaczynamy rzeczywistością, czasem teraźniejszym. Popadamy w rutynę, codzienność nudę. Żyjemy z dnia na dzień i robimy co do nas należy, bo przecież dorosłym ludziom nie wypada marzyć, powinni twardo stąpać po Ziemi. Kiedy zanikają w nas ostatnie cząstki wewnętrznego dziecka zanika też szczęście. Czasem też przychodzi choroba, traumatyczne wydarzenia przez które nie potrafimy lub nie możemy mieć już tych marzeń. Wszystko wokół staje się dla nas ciężkie i niemożliwe, bo nawet wstanie z łóżka to ciężka walka. Ale choćby nic nigdy nie szło po naszej myśli to nie prawda, że marzenia nigdy się nie spełniają, trzeba tylko mocno w to wierzyć i potrafić na to czekać i pracować. Ja nie znam słów, którymi mogłabym wyrazić wdzięczność za to, że mam przy sobie osoby, które w tych małych i dużych marzeniach pomagają mi trwać i je spełniać. Dziękuję Wam za to.

13-letnia Kinga miała wielkie marzenia i plany. Dopiero w pewnym momencie przestała patrzeć w przód i nie widziała już dla siebie przyszłości. Wszystkie dawne pragnienia odeszły w niebyt. Dziękuję, że dzięki Tobie nigdy jednak nie odeszły na zawsze i dałeś mi wiarę w to, że nie są jedynie dziecięcą mrzonką.

Po 6 długich latach, witaj w domu mój przyjacielu.




piątek, 20 stycznia 2023

Koniec roku to zawsze dla nas czas refleksji, głębszego spojrzenia na swoje życie i otaczający nasz świat, na to ile udało nam się osiągnąć, ale także ile razy czemuś nie podołaliśmy. Choć ja w tym roku nieco spóźniłam się z podsumowaniem zeszłego roku to uważam to za dobry przejaw życia bez presji. To 12 miesięcy pełne było zawirowań, ale przede wszystkim ogromu szczęścia i radości i pierwszy raz od bardzo dawna takiego względnego spokoju w głowie i na duszy. To też prowadzi mnie do kolejnego wniosku, że z Bogiem jest jednak łatwiej, jest radośniej i przede wszystkim spokojniej, bo rok 2022 to też moment mojego powrotu na te ścieżkę życiową. I tak pisząc jak zwykle za co dziękuję w minionym roku, tak pragnę napisać za co dziękuję Bogu, a jest wiele rzeczy, za które pragnęłabym dziękować począwszy od samego faktu, że żyje, że jestem względnie zdrowa, że mogłam odstawić antydepresanty (co dla mnie po kilku latach udręki jest bardzo przełomowym i wzruszającym momentem) i takie proste rzeczy jak możliwość przebywania codziennie z ważnymi dla mnie ludźmi i poznanie wielu wartościowych osób, aż po możliwość spełnienia swoich marzeń i pierwszy wspólny wyjazd za granicę. Podsumowanie roku to dobry czas nie tylko na to żeby myśleć o tym co dobrego się wydarzyło, ale jakie możliwości daje nam to na przyszłość, o tym co się nie wydarzyło (całe szczęście), a wydarzyć mogło i było bardzo blisko tego. I pamiętajmy żeby dziękować nie tylko Bogu (Allahowi, czy Latającemu Potworowi Spaghetti, zależnie od waszych wierzeń), ale też samemu sobie i najbliższym osobom, które nadają waszemu istnieniu większy sens i przede wszystkim żeby dziękować nie tylko od święta. Od kiedy praktykuje swoją codzienną modlitwę w formie podziękowań za to co wydarzyło się danego dnia jestem szczęśliwsza, bo refleksja nad prostymi rzeczami, które jednak dały nam choć jeden uśmiech, na wielką skalę pokazują, że życie jest bardziej kolorowe niż czasem nam się wydaje, i że są rzeczy błahe, których przez pęd codzienności nawet nie zauważamy, stają się dla nas oczywiste. 
Dzisiaj dziękuję każdemu z Was kto miał okazję przeczytać ten wpis
Mam nadzieję, że jeszcze choć raz się tutaj pojawisz.

czwartek, 17 listopada 2022

Uważamy, że szczęście zaczyna się dopiero w momencie kiedy poznamy przedstawiany wraz z magiczną i tajemniczą otoczką tzw. sekret życia. Ale wiecie co? On zawsze jest z nami, pod samym nosem, wystarczy spojrzeć i poczuć. Bo tak na prawdę sekret życia to cieszyć się z małych rzeczy, często nic nie znaczących, ze zwykłej i szarej codzienności. Szczęście to ciepły obiad na stole kiedy przychodzisz zmęczonym z pracy, odkurzone podłogi bez wystosowania jakiejkolwiek prośby, to ulubione czekoladki w szafce przy łóżku, to miły wieczór spędzony z bliską osobą, to satysfakcja z zaliczonego kolokwium, to fakt, że udało ci się ostatecznie zdążyć na tramwaj, to możliwość spędzenia dnia w łóżku zajadając swoje smutki i płacząc w rękaw ukochanej osoby w jej objęciach, to promienie słońca wychodzące choć na chwile zza chmur, uśmiech starszej pani kiedy ustępujesz jej miejsca w autobusie, to pies radośnie witający cię w drzwiach kiedy wracasz, telefon od rodziny, dobry seks, to kiedy możesz spędzić czas sama ze sobą oglądając serial i zajadając się tłustymi frytkami.
Szczęście jest wszędzie wokoło
Wystarczy tylko troszkę poszukać

sobota, 22 października 2022

"Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję
wszystko przetrzyma."

Ale o tym, że na równi z mocą czyni nas także słabymi nikt już nie mówi. O tym, że potrafi dać ogrom szczęścia, ale także smutku. Że nie jest zawsze kolorowo, że boli i pojawiają się łzy. Miłość jest trudna, cholernie trudna. To nie droga na skróty, a kompromisy, odkrywanie się, poświęcenia, na które trzeba być gotowym. Ale mając te świadomość i będąc na to gotowym miłość jest najlepszą rzeczą jaka może wydarzyć się w życiu.

środa, 31 sierpnia 2022

Kilka dni temu podpisaliśmy umowę o mieszkanie i odebraliśmy klucze, wczoraj kupiliśmy i razem złożyliśmy szafę, a dziś... dziś czuję ogromne wzruszenie i wdzięczność. Nie przez sam fakt posiadania nowego mieszkania, nie przez to, że w końcu mam jakiś mebel tutaj na własność, czuję wdzięczność i ogromną radość patrząc wstecz. Kiedyś byłam małą i przerażoną dziewczynką z małego miasteczka, w którym myślałam, że utknę już na zawsze, a dzisiaj prawie mija 2 rok od kiedy mieszkamy razem we Wrocławiu, już zaręczeni i z naszym małym, czworonożnym towarzyszem u boku. Dziś mogę studiować, pracować, mieszkać w dużym mieście, być najlepszą narzeczoną jaką umiem i najlepszą mamą wszystkich naszych włochatych i niewłochatych zwierzaków, hodować roślinki, czytać książkę na balkonie, obserwować z Nim piękne zachody słońca i czerpać ze wsztystkiego ogromną radość, mogę robić co chce i cieszyć się życiem. Obym nigdy nie zmarnowała tej szansy i zawsze starała się czerpać z życia jak najwięcej.

wtorek, 5 lipca 2022

Choć wiele razy odchodzę to prędzej czy później zawsze wracam. Mówi się, że nic nie trwa wiecznie, ale w tym przypadku wieczność to zbyt krótko. Może dlatego tak usilnie potrzebuje czyjegoś przebaczenia. Potrzebuje opowiedzieć tę całą historię jeszcze raz, od początku do końca i usłyszeć, że wszystko za co się obwiniam i wszystko co się stało nie są tylko wyłącznie moją winą i nie jestem jedyna. Potrzebuje przebaczenia kogoś takiego jak ja i zamknięcia sprawy raz na zawsze. Żeby sny nie wracały, wyrzuty sumienia już nie męczyły, historie i pewne sceny nie pojawiały się przed oczami, żebym mogła iść do przodu nie dźwigając już tego wszystkiego. Bo nie ważne już jak mocno walczę, jak się staram, wszystko prędzej czy później do mnie wraca...

czwartek, 7 kwietnia 2022

Znów tak długo mnie tu nie było. Czuję przez to, że coś straciłam, zepsułam. Nie miałam ostatnimi czasy zbyt wiele czasu na pisanie choć lubię to robić. Na głowę zebrał się natłok zajęć, praca, choroba, obowiązki domowe i wyjazdy. Straciłam swoją codzienną rutynę, która jak się okazało jest mi potrzebniejsza niż myślałam i trzyma mnie w kupie. Do tego nagła zmiana pogody ze słonecznej na deszczową sprowadziła mój podatny organizm na skraj wytrzymałości. Od tygodnia snuję się martwa, wlewam w siebie hektolitry kawy i energetyków i staram się nie zasypiać na uczelni czy w pracy. Nie mam siły na nic więcej niż to konieczne, a to dołuje. Przestało chcieć mi się ćwiczyć czy nawet rozciągać, gotować i jeść regularnie... Można powiedzieć, że aktualnie znów wróciłam trochę do punktu wyjścia, ALE mądrzejsza o pewne rzeczy i jednak co najmniej dwa kroki do przodu. Pierwszym niewątpliwie było otwarcie się na ludzi, drugim zrobienie tatuażu - ukoronowanie mojej ciężkiej pracy i ostateczne, definitywne zamknięcie pewnego etapu. Teraz zbieram się powoli w sobie, wiem już jak wrócić na właściwe tory i nie załamuję się. W przyszłych tygodniach pokładam duże nadzieje o ile tylko pogoda nieco się poprawi, a wizja nadchodzącego odpoczynku daje mi dużego kopa do działania,

czwartek, 3 lutego 2022

Dawno mnie tu nie było. To pewnie przez fakt, że było to dla mnie miejsce opisywania swoich upadków, z których usilnie próbowałam się prawie zawsze podnosić. Teraz również je mam, natomiast zwykle towarzyszy mi wypracowana już stabilność, a z problemami, stresem czy dołkami radzę sobie już dużo lepiej niż kiedyś. To przede wszystkim dla tego, że jestem dla siebie bardziej wyrozumiała. Czasem nadal niedostatecznie, czasem aż za bardzo, ale to fascynujące widzieć, że da się pracować nad sobą, a ta praca naprawdę przynosi efekty. Dotarło do mnie, że nie tylko te złe momenty są warte zapisania, wręcz przeciwnie. Chciałabym móc przekazać wszystkim ludziom, że nawet jeśli przez lata było koszmarnie to nadal jest szansa, że przy odrobinie pracy wszystko się naprostuje. Zwykle nie jest wcale za późno na to żeby być szczęśliwym tylko chyba w pewnym momencie ból staje się nieodłącznym elementem naszego życia na tyle, że nie potrafimy się z nim pożegnać. Jest jak swego rodzaju uzależnienie i potrzeba bardzo dużo samo zaparcia żeby choć spróbować się od niego oderwać. Ale da się, a nigdy później nie będziemy już żałować tego kroku zrobionego do przodu. 

Czuję, że życie dopiero się dla mnie zaczyna, nie jest już tylko marną egzystencją. Dla mnie to swego rodzaju nowy początek. 

środa, 19 stycznia 2022

Kolejna konsultacja z psychiatrą za mną i wiem już, że to ostatnie 3 miesiące i jeśli moje życie nadal będzie wystarczająco stabilne, a ja będę miała pewność, że to nie chwilowe i nie runie zaraz jak domek z kart to zaczynamy odstawiać leki. I w sumie powinnam w związku z tym coś czuć, strach, niepewność albo radość, tym czasem póki co nie czuję nic, ale może właśnie to będzie ten moment kiedy zacznę bardziej reagować na to co mnie otacza, teraz momentami czuje się nieco bezuczuciowa i obojętna. Mam w głowie jakiś dziwny sentyment, w sumie chory sentyment, bo depresja to nie powód do szczęścia, coś co chcemy mieć tylko coś co te szczęście odbiera i zabija, a ja jakby nie rozumiem jak to będzie powiedzieć sobie, że jestem już zdrowa. To bardzo nielogiczne, nawet dla mnie samej.

Mam za to także przed oczami wszystko to co się przez ostatnie lata działo: blizny, momenty słabości, łzy, krzyki, kłótnie, załamania, ból i strach i widzę ile przez ten czasu udało się zmienić. Widzę ile radości znów dają mi proste rzeczy, obecność drugiej osoby, moich zwierzaków, spędzanie czasu z bliskimi, spacery, imprezy i także jedzenie. Czuję, że otacza mnie spokój, że nagle te kiedyś wielkie tragedie nagle wydają mi się mało znaczące, na ile rzeczy nie reaguje już tak jak kiedyś, na ile spraw mogę być obojętna i dalej cieszyć się dniem, ile rzeczy mnie satysfakcjonuje i daje kopa do działania.

Następne dwa wpisy, o ile będę miała na tyle odwagi, aby się pojawiły będą dość obszerne i przepełnione na nowo goryczą i bólem. Czuję, że to już ten moment, ostateczne starcie, w którym raz na zawsze powinnam choć częściowo zamknąć pewien etap, a żeby to zrobić muszę najpierw przyznać się sama przed sobą, oswoić i pożegnać z pewnymi wspomnieniami.


piątek, 14 stycznia 2022

Ostatnie ponad 2 tygodnie były dla mnie koszmarem. Chodziłam do pracy i spałam, tak na zmianę. Niektóre dni potrafiłam przespać z przerwami w całości i na prawdę nie potrafiłam inaczej. A później pojawiały się rozmaite okropne myśli. Aktualnie od 2 dni biorę przed snem melatonine, witaminy i już czuję, że żyje aczkolwiek gdzieś tam w głębi mam świadomość, że problem dalej istnieje, i że znów może być mocno związany z moją głową. A jeśli o nią chodzi to przecież gdyby nie fakt, że nadal biorę leki można by prawie powiedzieć, że jestem zdrowa. Nie mam natrętnych myśli, nie robię głupich rzeczy, nie często towarzyszy mi lek, nie jestem wycofana, powoli staram się żyć pełnią życia. A jednak nadal mam blokadę, która każe się wstydzić, która nie pozwala mówić, a pewne rzeczy nadal nawiedzają mnie w snach i nie wiem czy kiedykolwiek przestaną.

piątek, 31 grudnia 2021

Jakoś od dawna nie lubię Sylwestra. Za każdym razem przemijanie starego roku napawa mnie melancholią, której tego dnia nie potrafię się pozbyć. Ale to nie powinien być czas smutku tylko radości. Wchodząc w nowy rok pojawiają się nowe możliwości, nowe szansę, na naprawienie pewnych błędów. Na mojej liście celów na kolejny rok niezmiennie ląduje jedno - wyzdrowieć, ale oprócz tego nie zapominam, że to nie jest to co mnie definiuje i w obecnej sytuacji powinnam także pamiętać o stawianiu małych kroczków. 




sobota, 20 listopada 2021

Nawroty stanu depresyjnego. Są jak wciąż tykająca bomba. Jest zapalnik, sytuacja, która na chwile wytrąca z równowagi, czasem nawet błahostka, ale pociąga za sobą ciąg zdarzeń aż wszystko wokół nagle zmienia się o 180 stopni. Cały wypracowany wewnętrzny spokój, poczucie stabilności runie w gruzach. Izolacja z jednoczesnym poczuciem samotności, gniew mieszający się ze smutkiem, bark chęci. I nagle odzywają się wszystkie stare problemy na raz. Nie czuję głodu ani pragnienia. Albo jestem świadoma tego co mówi mi żołądek, a jednocześnie nie potrafię, nie chcę. Jeden wielki letarg.

środa, 17 listopada 2021

Za dużo w moim życiu jest porównywania. Daje to wówczas toksyczną relację we wszystkich aspektach życia. To moja bardzo duża wada, o której istnieniu wiem już od dawna. Ciągły bilans strat i zysków. Obserwuje co ktoś ma czego ja nie mam, a jednocześnie nie cenię tego co mam ja, a nie ma tego ktoś inny. Oceniam się miarą rozmaitych ludzi, którzy przecież nie są mną. Wydaje mi się wtedy, że wszystko jest czarne, wszystko jest złe i beznadziejne. Życie wtedy staje się za nudne, nieudane, ja wydaje się być nieudolna i nic nie warta. A życie każdego z nas tak na prawdę toczy się swoim własnym rytmem. Każdy żyje o swojemu, ma inne cele, plany i priorytety, toczy się swoim rytmem. Każdy z nas ceni sobie zupełnie inne wartości, ma inny światopogląd. A ty jesteś tu i teraz i jesteś sobą, nie kim innym.
Jeszcze do niedawna czułam się mocno zagubiona. Wciąż nie wiedziałam zupełnie czego chce. Wywierałam więc na siebie presje żeby w końcu dorosnąć, odnaleźć się. Rozmyślałam wciąż o tym, zastanawiałam się, czułam, że to już dawno ten czas. Bo jest cudowny okres dzieciństwa, podstawówka, gimnazjum, człowiek dorasta i musi już podjąć pewne kroki, wybrać, w którą stronę się kierować. Ale tak na prawdę ani wtedy ani po szkole wyższej czy nawet w trakcie studiów ten okres szukania się nie kończy. Każdy z nas popełnia jakieś błędy, testuje, zmienia zdanie, bo tak na prawdę wciąż jesteśmy jeszcze dziećmi i dopiero znajdziemy ten odpowiedni punkt, w którym wszystko będzie jasne, a każdy z nas zrobi to w innym momencie, bo wszyscy jesteśmy zupełnie różni. 
Zero presji, zero patrzenia na innych. Mój czas płynie w zupełnie innym czasie, a ja jestem zwyczajnie sobą i wszystko przyjdzie z czasem.

wtorek, 2 listopada 2021

Kolejny rok, kiedy mimo wszystko w tym jednym dniu to nie na moim grobie trzeba zapalić znicz.


Pamięci wszystkich tych, 

których pokonały problemy 

i ich własny umysł.

poniedziałek, 18 października 2021

Wizyta u nowej pani psychiatry. Jak na aktualne Polskie realia przystało teleporada... Oczywiście gdybym poszła prywatnie nie byłoby problemu. I tak dobrze, że mam tę wizytę zanim skończą mi się leki.
Więc teraz siedzę i zastanawiam się jak to właściwie ze mną jest. I chyba mimo braku takiej wielkiej radości jaką przez chwilę odczuwałam jest lepiej. Na pewno nadal nie jest stabilnie, ale już nie męczy mnie poczucie beznadziejności, nic teraz nie dzieje się bez przyczyny. Ostatnim czasem akurat dużo rzeczy wytrąca mnie ze względnego spokoju, który zwykle jestem już w stanie osiągnąć. Co się polepszy to się popieprzy. Obecnie dużo mam na głowie co nie oznacza, że nie czuję się lepiej. Póki co lęki ciągle dają o sobie znać, ale najpierw w życiu wszystko musi się poukładać żeby i w głowie mogło.

niedziela, 10 października 2021

Dawno mnie tu nie było, ale było kilka innych spraw, ważniejszych, którym należało poświęcić czas. Przede wszystkim jestem już na nowym mieszkaniu i bardzo mi się tu podoba. Po drugie wróciłam na uczelnie choć wróciłam to chyba niezbyt właściwe słowo kiedy pomimo roku studiowania nie było się na niej ani razu. Muszę przyznać, że odnalezienie się w tym wszystkim i przyzwyczajenie do obecności niekoniecznie dobrze nastawionych do mnie ludzi poszło mi sprawnie. Oczywiście nie mogło też obyć się bez zawirowań i załamań. Niestety mam wrażenie, że o ile wcześniej odczuwałam faktyczne pozytywne działanie leków tak teraz jest jak było zawsze. Widzę natomiast te skutki uboczne - zerowe libido, zaniki pamięci. Stres nadal mnie męczy, a i problemy z jedzeniem wcale nie odeszły w niepamięć. No cóż, póki co uczelnia zajmuje bardzo dużo z mojego czasu co pozwala się oderwać od innych myśli, póki co także nie chodzę jeszcze styrana jak wół i mam czas na życie. Za jakiś tydzień kolejna wizyta u psychiatry i zobaczymy co będzie dalej. Powinnam też umówić się z panią psycholog, ale na razie mój plan dnia jest na to zbyt niestabilny. Pozostaje mi się uczyć, ćwiczyć, czekać i starać się myśleć mniej pesymistycznie i histerycznie.

poniedziałek, 27 września 2021

Ostatni czas jest dla mnie dość ciężki. Czeka mnie stary, a jednocześnie pod pewnymi względami nowy okres w życiu, na który nie wiem czy jestem gotowa. Bardzo boję się jak pogodzę obowiązki w domu, psa, uczelnie i pracę ze sobą, ta myśl mnie zwykle przeraża choć czasem nieco fascynuje. W weekend zaliczyłam już okres totalnego doła kiedy nie chciałam nawet brać antydepresantów. Jesienna aura się zbliża i przynosi ze sobą deszcz, zimno i właśnie obniżenie nastroju. Dzisiaj na szczęście mamy poniedziałek, zaczynamy tydzień i to zawsze dla mnie najlepszy czas żeby się zmobilizować i zebrać w sobie. Za 5 dni wyjeżdżam z powrotem do Wrocławia co oznacza, że to ostatni moment żeby pozałatwiać pewne sprawy, ogarnąć się, ale i pokorzystać z wolnego czasu. Niezwykle nie lubię marnować w swoim życiu dobrych chwil, pięknej pogody czy wolnego czasu, zazwyczaj wolę być produktywna niż siedzieć i zamykać się w sobie i to jest chyba to co nadal utrzymuje mnie w pionie. Do tego mam motywację żeby wszystko szło w tym kierunku, w którym ja chcę, a nie waliło się i rozsypywało pokazując jak słabą jestem osobą.

Szukaj na tym blogu